Teatr swojej epoki

Obraz Feliksa Pęczarskiego Efekt melodramy, podobny do innych wizerunków XIX-wiecznej widowni na świecie, daje nam pojęcie o trudnej dzisiaj do wyobrażenia emocjonalności, z jaką odbierano przedstawienia teatralne. Podstawą sukcesu i wysokiej pozycji teatru wśród innych sztuk były z jednej strony iluzja, czyli imitacja świata – rzeczywistego czy fantastycznego – jako główna zasada inscenizacyjna, a z drugiej zrozumienie teatralnej konwencji, które pozwalało „nie widzieć” potknięć w sztuce aktorskiej i awarii technicznych. Tak pisał korespondent „Gazety Warszawskiej” w 1822 roku, zaledwie po kilku pierwszych tygodniach działalności lubelskiej sceny:

Co się tycze aktorów, przebaczamy im błędy, których uniknienie przechodzi ich możność, nigdy jednak nieprzytomna gra aktora lub aktorki, usprawiedliwić się nie da. W Łgarzu np. w ostatnim akcie, wtenczas kiedy służąca mówi nam, iż jej Pani leży w mdłościach, widziemy później dopiero Panią wchodzącą na scenę, i w oczach naszych upadającą na krzesło…[...]. Nie pamiętają aktorowie nasi o prawidłach grammatyki i język nasz nielitościwie kaleczą; nasłuchałbyś się tutaj: „idź! powiedz Xięciowi” lub tym podobnie.

Jednym  z elementów stwarzania iluzji była scena pudełkowa, czyli zamknięta przestrzeń budynku, wyposażona w odpowiednie „narzędzia” inscenizacyjne – kulisy, prospekty, komplety dekoracji, flugi, glorie, zapadnie i oświetlenie. Drugim, równie ważnym, był realizm gry aktorskiej podkreślony odpowiednią charakteryzacją i kostiumem. Oba pozostawały w ścisłym związku z dramatem, bo dla XIX-wiecznego teatru to literatura była źródłem obrazu świata ukazywanego na scenie. 

Klasyka i nowinki dramatyczne (światowe i krajowe), tragedie antyczne, dramy, opery, komedie muzyczne, adaptacje prozy, nawet sztuki pisane specjalnie dla tej sceny –  wszystko to zgodnie z gustem epoki, oczekiwaniami widzów i możliwościami wystawienniczymi zapewniali kolejni antreprenerzy.

Cały tekst korespondenta „Gazety Warszawskiej” o początkach lubelskiej stałej sceny do przeczytania w archiwum →.

tekst: Dorota Buchwald

Historia teatru przy Jezuickiej opowiedziana przez Stanisława Krzesińskiego w pięciu odcinkach w „Kurierze Lubelskim” w 1866 roku.

Odcinek 1 (drukowany w numerze 18 z 16/28 lutego)

           Teatr Lubelski.

Artykuł Stanisława Krzesińskiego w „Kurierze Lubelskim, część 1.

Początki istnienia sceny w Lublinie sięgają jeszcze poza rok 1632, 38, 67, i 1750, - w owych czasach formę przedstawień scenicznych zastępowały dawane przez uczniów szkół, pod kierunkiem Jezuitów: Dyalogi, Dysputacye, osnowane na dogmatach teologicznych, moralnych i t. p. niewpływające wcale na rozwój dramaturgii. Właściwie sztuka dramatyczna podniosła się w Lublinie prawie jednocześnie z ustaleniem dyrekcyi Wojciecha Bogusławskiego w Warszawie, a mianowicie w roku 1800, za przybyciem truppy pod dyrekcyą Truskalewskiego [Truskolaskiego]. Później  przebywały czasowo towarzystwa Szymańskiego, Henzla, a były czasy że i teatr niemiecki tu gościł. Pierwsza znakomitsza truppa która pojawiła się w Lublinie, tak pod względem doboru artystów jak i dzieł scenicznych, była Pana Baura [Bauera]. Były  to czasy wzrastającej sztuki dramatycznej.

Warszawa, Lwów i Kraków mając już ustalone teatra,  posiadały znakomitych artystów obojej płci a nawet i śpiewaków  (choć opera polska była dopiero w zawiązku). Od tych więc teatrów zasilały się i teatra prowincyonalne, a zamiłowanie artystów, podnosiły dzieła ówczesnych autorów. W Lublinie nie było jeszcze stałego gmachu  przeznaczonego wyłącznie  na  świątynię  Melpomeny;  urządzano więc teatra w salach na przemian, - to w pałacu po Potockich, to w pałacu tak zwanym Parysowskim,  to w domu przy  ulicy  królewskiej,  obecnie  będącym własnością W. Jllustrowskiego. Szczupłość miejsca nie dozwalała tu przedstawiać dzieł wymagających większej wystawy, dlatego też repertoar P· Baura [Bauera] był dosyć ograniczonym. Przestawiano komedye Niemcewicza, Zabłockiego,  Ludwika Dmuszewskiego a niekiedy i opery; do  znakomitszych należały: Zamek na Czorsztynie, czyli Bojomir i Wanda (Kurpińskiego), Cud mniemany, czyli Krakowicy i Górale (Stefaniego), Łokietek czyli Wiśliczanki (Elesnera) i t. p. Do znakomitszych artystów należeli wówczas Kochanowski, Jezierscy, Górska, Paris (późniejsza Majewska), i wielu innych.

W roku dopiero 1823 [1822] pan Drewnowski obywatel tutejszy, w jednej ze swych kamienic, przy ulicy Jezuickiej, urządził stały teatr, który do dziś dnia istnieje. W tym to gmachu niepokrytym jeszcze zupełnie dała pierwsze przedstawienia truppa krakowska starosty Kluszewskiego, przybyła na letni kurs, pod zarządem p. Skibińskiego. Były to można powiedzieć najświetniejsze czasy dla sztuki  dramatycznej i muzycznej w Lublinie. Orkiestra miejscowa składała się z doborowych artystów, jakiemi byli: Serwaczyński, Piotrowski młody, Horenziel, (skrzypkowie) Kosiński (nieporównany flecista), Zakrzewski, Paris, Zaleski, Rumpecki, i inni. Śpiewacy zaś krakowscy byli: Skibiński, Gawecki Wincenty, Szymkajło, Zaleski, Zawadzki, Podgrabiński, Ręczyński, i dyrektor orkiestry Wygrzywalski; z kobiet: Skibińska, Szymkajłowa, Zawadzka, niewymieniając już chórzystów i chórzystek, którzy acz początkujący, byli obiecującymi na przyszłość. Ci  to artyści i doborowa orkiestra zapoznała publiczność lubelską ze znakomitszemi pod ówczas dziełami, jakiemi były: Lodoiska (Cherubiniego), Tankred, Turek we Włoszech, Włoszka w Algierze (Rossyniego), Kopciuszek (Spontiniego), Axur król Ormus (Saljerego), Wolny Strzelec (Webera), Familija Szwajcarska (Vejgla) i t.  p. pomniejsze i większe operetki. Przy wystawie Wolnego Strzelca, który należał do pierwszych przedstawień, o mało nie spłonął nowo urządzający się teatr, w czasie sceny odlewania kul zaczarowanych, z rzęsistych ogni sztucznych, szmermel zakradł się między górną maszynerję, i ku końcowi widowiska już się dobrze palić poczęło; przeszkodziło tylko szerzeniu się pożaru niezupełne pokrycie dachu.           

W następnym roku znowu na kurs letni przybyło towarzystwo krakowskie pod zarządem. p. Szymkajły. Lecz więcej złożone z dramatów i tagedyi niż oper, wszelako przedstawiono wtedy: Cerulika Sewilskiego, Woziwodę Paryzkiego, Zabobon, czyli Krakowiacy i Górale część II., Jadwigę, i kilka z dawniejszego repertuaru. Z  dzieł  zaś  dramatycznych znakomitsze były: Cyd, Horacjusze, Matka rodu Dobratyńskich, Edyp i wiele innych dzieł klasycznych, tak tłomaczonych jak i oryginalnych. Na takich to arcydziełach wydoskonalał  się smak Publiczności, kształcili się artyści, w których znać było zamiłowanie do sztuki, prawdziwe poświęcenie się temu pięknemu zawodowi. Oprócz zeszłorocznych artystów ukazali się na scenie śpiewacy: państwo Fiszer, Żebrowski i trzy młode siostry Cieplikówny (póżniejsze Stobińska, Biernacka i Sadowska), w tragedyach zaś celował swym  talentem i  silną deklamacją p. Włodek i Szymkajłowa.

W r. 1825 p. Rodakiewicz, który jako zięć Drewnowskiego stał się  właścicielem  teatru, przyozdobił go wielce zakupieniem  kompletnych z wszelkiemi utensyliami dekoracyj po teatrze francuzkim w Warszawie. W świeżo tak przybranym teatrze p. Bauer przybywszy do Lublina dawał znów przez kilka miesięcy swe przedstawienia a lubo miał kilka osób nie bez talentu, wszelako Publiczność już obojętnieć zaczęła dla sceny i nie tak licznie uczęszczała, jak za bytności towarzystwa krakowskiego.

( d. c. n.)

Odcinek 2 (drukowany w numerze 19 z 19 lutego/3 marca)

Teatr Lubelski.

(ciąg dalszy)

Artykuł Stanisława Krzesińskiego w „Kurierze Lubelskim, część 2.

Po wyjeździe P. Baura [Bauera] teatr aż do końca r. 1827 stał opróżniony, dopiero w końcu grudnia tego roku przybyli tu z Radomia aktorowie, którzy w połączeniu z kilkoma uczniami szkoły dramatycznej warszawskiej, dali cztery przedstawienia; pomiędzy niemi byli: Majewski, Giżewski, Panczykowski, Krzesiński, Gajewski, Kwiatkowski i Sosnowska (późniejsza Rembecka ). Tymczasem nadciągnął dyrektor Brzeziński z Kielc, lecz i temu długo się nie powodziło. W r. 1829 przybył z Zamościa Nowiński ze swem towarzystwem; sam dobry autor i artysta, żona zaś jego była ówczesną znakomitością we wszystkich rodzajach ról, Lasoccy jako śpiewacy, Wąsowicz, Frołowicz i Krzesiński należeli do składu tej truppy.

W krótkim czasie przybył Chełchowski i wspólnie z powyższem towarzystwem rozpoczął przedstawienia. Grano wtedy: Trzydzieści lat życia Szulera, Łukasza z pod Łukowa, Machabeuszów, Chłopa miljonowego, Żoko, małpę brazylijską, Templarjuszów, Jnez de Castro, Matkę rodu Dobratyńskich i t. p. Na wiosnę przybyli jeszcze Niedzielscy, on nieporównany komik, ona śpiewaczka, Radoszewicz tenorzysta, panna Müller (Borzyńska), ale że się rozpoczęła pora spacerów, nie można już było niczem publiczności do teatru zwabić. Towarzystwo się rozjechało, na jesień w r. 1830 złączyli się znów Nowiński z Chełchowskim i Krzesińskim; przybył wtedy Szprynger, który dał poznać Warszawianom Żoko, małpę brazylijską; ciekawa publiczność spieszyła porównać przeszłoroczne naśladowanie z oryginałem. Trwało to znów do wiosny, wtedy Chełchowski urządził amfiteatr niby w ogrodzie w domu Koporskiego przy ulicy Królewskiej. W roku 1833 przybył Aśnikowski i dawał przedstawienia aż do końca r. 1834.  Zostawiły z tego czasu wspomnienia po sobie: Panny Jezierska, Rivoli (późniejsza ozdoba opery warszaw:) Pani Elsner, Raszewscy, Kurzawiński, Olewiński, Majewska. W roku 1835 przyjechał znów z Płocka Chełchowski, mając ze sobą młodych wtedy ale pełnych zdolności: Komorowskiego, Skomorowskiego, Chomanowskiego, Słowikowskiego, Olewińskiego (wszyscy późniejsi artyści sceny warszawskiej), Karsznickiego, Tomaszewicza (ojca),  Ładnowskiego, i wiele zdolnych artystek. W roku następnym przybyli jeszcze: Jan Królikowski (dziś artysta teatru warszaw:), Zenopolski, Linkowski i bracia Chomińscy.

Drewnowski po śmierci Rodakiewicza znów stał się właścicielem teatru, zajął się jego przekształceniem i odświeżeniem; krzesła numerowane z 1 piętra przeniósł na parter, w miejscu ich pourządzał loże, a w środku amfiteatr, lecz mimo to przez kitka lat teatr nie cieszył się powodzeniem. W r. 1839 Chełchowski przywiózł ze sobą balet pod dyrekcyą Morysa Pion, b. dyrektora baletu warsz: Ta nowość dla Lublina z początku wabiła publiczność, lecz wkrótce nie pomogły ani zabiegi dyrekcyi, ani praca artystów, ani skoki choreografów, upadło wszystko pozostawiając po sobie wspomnienia.

(d. c. n.)

Odcinek 3 (drukowany w numerze 20 z 23 lutego/7 marca)

Teatr Lubelski.

(ciąg dalszy.)

Artykuł Stanisława Krzesińskiego w „Kurierze Lubelskim, część 3.

W roku 1840 ocknęło się cokolwiek życie dramatyczne z przybyciem Popiołka, który po większej części przedstawiał opery. Panny  Studzińska, Bondasiewicz oraz Nowaczyński, Radoszewicz, Nowacki, Anczyc i Wisłocki umieli utrzymać godność śpiewaków. Ujrzano wtedy  Belizaryusza, Normę  i wiele innych oper, melodramat Żyd wieczny tułacz, Egipcyanie i Hebrajczykowie,  i t. p. z dosyć dobrą wystawą; wiele niezłych komedyj, choć tłomaczonych uzupełniało repertoar. W r. 1842 bawiło krótko towarzystwo Raszewskiego, następnie pojawił się znów Nowiński, również nie na długo,  dopiero  w r. 1845 w m. wrześniu  doborowe  towarzystw Krakowskie pod  dyrekcyą Pfejffra  [Pfeiffera] zjechało  do Lublina.

Przez miesiąc cały dawano przedstawienia codziennie, a zawsze wszystkie miejsca do natłoku były zajęte. Obudziło się życie, bo też było na co patrzeć. Towarzystwo to składali: PP. Pfejffer, Królikowski Jan, Bracia Chomińscy, Szturm z żoną, Wisłocki, Ładnowski, Aśnikowski, Piotrowski, Krzesiński, Holtzman (ojciec) z żoną, Radzyńska, Kłyszyńska i wielu innych. Sztuki zaś przedstawiano: Dziewicę Orleańską, Duchenkę, Twardowskiego, Lairda z Dumbiki, Don Cezara, mnóstwo nowych doborowych komedyj Fredry, Majeranowskiego etc. Była to truppa dobrze uposażona w Krakowie, podtrzymywana koszem Rządu, praca artystów była też swobodna, myśl ich wolna i bujna, nic dziwnego, że przybywszy do Lublina zajęli, ba, - nieledwie oczarowali publiczność.

Po wyjeździe tego towarzystwa ogólna nastąpiła tęsknota, która trwała aż do powrotu Pfejffra w następnym roku. Był to znów odblask świetnych czasów teatru Lubelskiego, brak tylko doborowej muzyki, psuł nieco harmoniję całości, wszelako fortepian i kwartet pod dyrekcyą Studzińskiego miejsce jej zastąpił, a przy nim publiczność z zapałem słuchała: Napoju miłosnego, Piwowara z Preston, Córki pułku, Niemej z Portici, Normy, Belizarjusza i t. p. wykonywanych przez pp. Szczepkowskiego, Stysińskiego, Nowakowskiego, Studzińską, Hoffmanowę (Majeranowską) i doborowych chórzystów i chórzystki. Pobyt ten trwał znów tylko przez jeden miesiąc.

Wkrótce po wyjeździe Pfejffra przybył z towarzystwem Łoziński, lecz usiłowania jego po blasku, jaki pozostawiła truppa krakowska, były nadaremne, w krótkim więc czasie pozostawiwszy swoje utensylia teatralne, nawet i artystów, biedny dyrektor musiał się udać do Lwowa, i tam jako aktor goić rany z dyrektorskiej życia swego epoki. W końcu r. 1847 przybyło towarzystwo Okońskiego, które prawie tymże samym cieszyło się losem. Pozostali z towarzystw tych artyści, pragnąc podźwignąć z upadku sztukę dramatyczną, sformowali pewien rodzaj komitetu, któremu w pomoc przyszli obywatele miasta, mianowicie PP. A i M. Zaczęto od sztuk salonowych, chcąc w publiczności zaszczepić smak lepszy i poczucie piękna, wzięto się do Bogusławskiego, Fredry, Korzeniowskiego, lecz próżne były usiłowania komitetu i artystów, najpiękniejsze marzenia rozbić się musiały o skałę niepowodzeń, a upadająca i opustoszała świątynia Talii i Melpomeny z podziurawionym dachem, aż do roku 1850 dawała przystęp gnieżdżącemu się ptastwu, świergotanie którego zastępowało dźwięki dawniejszych talentów.

Wtedy dopiero, gdy P. Drewnowski, ratując budynek od zupełnej ruiny, pokrył go cokolwiek,  Słowikowski, pozostały w Lublinie członek ostatnich dyrekcyj, poprobował wskrzesić życie dramatyczne. Wyjednał pozwolenie dawania przedstawień na dochód  dobroczynności, znalazł chętnych amatorów i z powodzeniem dał kilka małych przedstawień. Była to mała iskierka  długo żarząca się w popiele, która już to się rozjaśniała, już gasła, dopóki nie zjechała P. Biernacka z towarzystwem czterech czy pięciu osób. Po kilkoletniej przerwie puliczność rzuciła się na przedstawienia P. Biernackiej, jak zgłodniały do chleba. Po czterech jej przedstawieniach w m. wrześniu przybył z towarzystwem swem Barański, a którem właściwie zarządzał Krzesiński. Oba towarzystwa zlały się w jedno i przedstawiać zaczęły najnowsze dzieła, jakie wtedy pojawiały się na scenie warszawskiej, trafiało się nieraz, że w jednym i tym samym dniu grano po raz pierwszy nową sztuk w Warszawie i Lublinie równocześnie. Ujrzano w tedy Tułacza, Muszkieterów, Dzwonek Szatański, Chatę w zaroślach, Maryę Joannę, Talizman (operetkę) a nawet i balet Wesele w Ojcowie. Wszystko to jednak trwało tylko do czerwca następnego roku.

W owym czasie błysnęła myśl urządzenia stałego teatru w Lublinie, popierana  głównie przez Pana W. który chciał na ten cel zbudować nowy, dogodniejszy i w przystępniejszem miejscu gmach na pomieszeczenie teatru ku czemu  poczynił nawet stosowne kroki. Dobre jego chęci jednak musiały upaść przed wieścią, zapowiadającą wzniesienie nowego teatru z funduszów skarbu. Wieść ta aż dotąd się nie urzeczywistniała i Lublin pozostał przy starym teatrze.

W październiku 1851 r. powrócił Barański z trupą swoją, którą już wtedy zarządzał Karol Królikowski. Z wiosną przybył i Słobodziński, dyrektor teatrów Wołyńskich, obaj rywalizowali, w końcu Królikowski zasilony fundszami pana K. otworzył  w ogrodzie p. Wieniawskiego teatr letni, ale i w tym tylko do czerwca mógł się utrzymać.

(d. c. n.)

Odcinek 4 (drukowany w numerze 21 z 26 lutego/10 marca)

Teatr Lubelski.

(ciąg dalszy)

Artykuł Stanisława Krzesińskiego w „Kurierze Lubelskim, część 4.

Tegoż jeszcze roku Królikowski wrócił we wrześniu, sprowadziwszy kilku lepszych artysów, choć nie z wielkiem powodzeniem dawał jednak: Szatana kobietę powtarzając 3 razy, Pajaca 5 razy, Wąsy i perukę 5 razy, Wzór do świętoszka i inne. Mimo to często dla szczupłości dochodu zmuszonym był odwoływać reprezentacye, czem bardziej jeszcze zniechęcał publikę.

Trwało to do wiosny, która znowu zastraszała artystów. Chwycono się wtedy ostatniego środka; ogromne afisze przepełnione doniesieniami o nadzwyczajnych przedstawieniach, połączonych z ogniami, fajerwerkami, wybuchami Wezuwjusza, djabłami i czarnoksiężnikami miały wabić publiczność, lecz niestety, rzec by można, że diabli aktorom dopomogli wyjechać z Lublina. W październiku 1853 r. Królikowski na krótko jeszcze raz sprobował szczęścia w Lublinie, ale gdy mu się i teraz nie powiodło, pozostawiwszy wszystkie utensylja teatralne, zaangażował się do truppy krakowskiej.

W r. 1854 w sierpniu przybył z Radomia Nowiński, w tymże samym czasie nadjechał z Kalisza Ratajewicz i obaj zaczęli dawać przedstawienia, pierwszy w sali resursowej, drugi w budynku teatralnym. Wkrótce Nowiński ustąpić musiał nie wytrzymawszy emulacyi towarzystwa, które składali: Ratajewicz z żoną, Krajewski, Pade, Karsznicki równeż z żonami, Tomaszewicz (syn), Trzebiński, Moszyński (stryj i synowiec), Zawistowska, Rembecka i inni, razem 17 osób. Po 51 przedstawieniach Ratajewicza nastąpiła trzymiesięczna przerwa z powodu żałoby po zgonie Najjaśniejszego Cesarza i Króla Mikołaja I. Z dniem 3 czerwca 1855 roku rozpoczął na nowo reprezentacye, przetrwał lato i następną zimę, zrobiwszy małą tylko wycieczkę do Łęczny i dopiero w maju 1856 r. opuścił Lublin dawszy 143 przedstawień. Letnią ciszę przerwał jednomiesięczny pobyt Pfejffra [Pfeiffera] z truppą krakowską, której powodzenie nie było tak świetne jak lat poprzednich, a z tego powodu przez całą zimę  i następne  lato teatr  stał próżny.

Z końcem  sierpnia 1857 r. powróciło towarzystwo Ratajewicza, składało się ono wtedy z pp. Padych, Tomaszewicza, Krzesińskiego, Kwiecińskiego, Milewskiego, Zakrzewskiego, Czechowskiego, Zawistowskiego, Texla, Naruszewicza, Boguckiej, Zawistowskiej etc. Rozpoczęto widowiska komedyą Dwudziestoletni opiekun i Nad Wisłą, grano naprzemian: Cyganie, Kobiety z Kamienia, Mieszczanie i kmiotki, Don CezarBabia  wyspaSabaudki Ralf  rozbójnik etc. W październiku zjawił się Chełchowski ex-dyrektor teatru lwowskiego w towarzystwie Linkowskich, Trapszy, Włodarskiego, Mikulskiego, Leszczyńskiej Wandy i Zakrzewskiej. Z początku truppy obie połączyły się i dawały razem przedstawienia, lecz z powodu zaszłych nieporozumień wkrótce się rozłączyły. Chełchowski odmówiwszy co lepszych aktorów uzyskał pozwolenie dawania przedstawień w resursie, Ratajewicz zaś, dla wytrzymania konkurencyi sprowadził nowych artystów Lipińskiego i Ostrowską, urozmaicał widowiska, to optyczną wystawą Sonnera, to przedstawieniami atletów Krosso, aż w styczniu 1858 ustąpić musiał rywalowi, który w parę miesięcy zakończył także swój tryumf.

W październiku powrócił Ratajewicz i już odtąd rzec można, zaprowadził stały teatr w Lublinie, a walcząc o własnych siłach z różnemi przeciwnościami, pomnażając swą truppę i zmieniając ją stosownie do wymagań publiczności, sprowadzając czasami doborową muzykę z Warszawy, przyozdabiając teatr nowemi dekoracyami i ulepszeniami wewnętrznemi, przy tem wszystkiem wystawiając wiele dzieł nowych i pięknych, położył niemałe zasługi i godzien szczerego uznania i wdzięczności Lublina za mozolną pracę.   

(dokończnie nastąpi.)

Odcinek 5 (drukowany w numerze 22 z 2/14 marca)

Teatr Lubelski.

(dokończenie.)

Artykuł Stanisława Krzesińskiego w „Kurierze Lubelskim, część 5.

W stałym tym Ratajewicza pobycie nastąpiły tylko przerwy w r. 1860 od maja 4-miesięczny wyjazd do Krasnegostawu i Hrubieszowa, w listopadzie 4-tygodniowa żałoba z powodu zgonu Najjaśniejszej Cesarzowej Matki, w 1861 r. 3-miesięczna przerwa z powodu wypadków krajowych, w 1862 r. 2-miesięczny wyjazd do Radomia, w 1863 i 4 r. 15-miesięczna przerwa z powodu zaburzeń w kraju, w 1865 r. w maju 3-tygod: przerwa z powodu żałoby po Następcy Tronu Cesarzewiczu Mikołaju Alexandrowiczu, w końcu ostatnia przerwa spowodowana przybyciem truppy lwowskiej Miłaszewskiego. Przez cały ten czas przesuwali się rozmaici artyści, jak Krajewscy, Krzesińscy, Tomaszewicz, Texel, Kwieciński, Sobolewski, Bem, Lanckoroński, Moszyński, Le-Brun, Ortyński, Cybulski, Lipiński, Borkowski, Wesołowscy, Rybacki, Trzebińska, Włodarski, Drozdowscy, Mikulski, Holtzman, Okońscy, Jankowski, Chełmikowski, Kossakowska, Beck, Borkowska, Dzierzgowska, Kopczyńska, Bobrowska, Kwiatkowska i Gajewska. Do znakomitszych sztuk po kilka  kroć przedstawianych należały: Dymitr i Marya, Królowa i Sierota, Zbydowscy, Pajac, Noc i poranek, Monte-Christo, Sąd przysięgłych, List żelazny, Stella, Sabaudka, Dziesięć lat życia kobiety, Umarli i żywi, Złote Kajdany, Granowscy, Gałganiarz paryzki, wiele komedyj większych i mniejszych, oryginalnych Bogusławskiego, Fredry, Korzeniowskiego, Chęcińskiego, oraz tłomaczonych; także komedyo-opery i opery jak Czaromysł, Krakowiacy i górale, Bojomir i Wanda, i t. p.

W sierpniu 1865 r. ożywiło się życie teatralne reprezentacyami truppy lwowskiej pod dyrekcyą Miłaszewskiego. Sam skład nowych a doborowych artystów już miał dla Lublinian wiele uroku. Rozpoczęto przedstawienia wesołą operetką Burmistrz Oberżysta (Flotte Burschen Suppego ), w której zaprezentowało się całe towarzystwo. Czterdziestokilkodniowy pobyt tej truppy, podczas którego codziennie z wyjątkiem piątków grywano,  cieszył się najlepszem powodzeniem, chociaż do nowych sztuk należały tylko oprócz powyższej operetki Małżeństwo przy latarniach, Małżeństwo tajemne, Handel na żony, Schadzka, oraz kilka tłomaczonych komedyj. Do lepszych artystów należeli: Królikowski Karol, Nowakowscy, Linkowscy, Wilkoszewski, Szymańska, Kwiecińska, Baranowscy.

Po wyjeździe Miłaszewskiego Ratajewicz w odświeżonym nieco wewnętrznie teatrze rozpoczął na nowo przedstawienia, które do obecnej chwili kontynuje. Po wysileniach jakie w publiczności wywołała truppa lwowska, zdawało się, że nastąpi długi wypoczynek, tymczasem okazało się inaczej, jak tylko afisze zapowiedziały piękną lub nową sztukę, teatr się napełniał, chociaż znów często na mniej udatnych reprezentacyach świecą puste miejsca.

Niemałych jednak Ratajewicz dokłada starań do udoskonalenia i postanowienia na odpowiedniej stopie swego towarzystwa, kompletując go o ile można dobrymi artystami. Tak zasilili go oprócz dawnych świeżo angażowani: Łukańska, Texel (po powrocie z Warszawy) z żoną (dawniej Dzieżgowską), Micińska, Feliksiewiczowie, Ejbel, i inni. Dziś truppa jego składa się z 14 mężczyzn i 11 kobiet. Dla uzupełnienia opisu naszego wyliczymy ich po szczególe z oznaczeniem mniej więcej charakterów, w jakich występują (ściśle je oznaczyć nie można, bo często różne przyjmują role).

Ratajewicz (dyrektor), Texel  (pierwszy kochanek), Tomaszewicz (naiwny), Lipiński (role ojców i charaktery czarne), Holtzman, Ejbel (śpiewacy), Kwieciński, Krzesiński (obaj w rolach charakterystycznych), Feliksiewicz, Włodarski (zarazem sufler), Wesołowski, Nigrin, Siennicki i  Piasecki. Łukańska (w serjo dramatach), Texel (pierwsza kochanka), Micińska (naiwna), Borkowska (wodewilistka), Wesołowska (do ról charakterystycznych), Zawistowska, Feliksiewiczowa, Gajewska, Krzesińska, Rembecka, Arnold, - oraz Rybacki dyrektor muzyki. Z  składu tego widzimy, że truppa lubelska bez wątpienia jest pierwszem w kraju naszym towarzystwem dramatycznem po teatrze warszawskim, a nawet z truppmi polskiemi w Galicyi i Poznańskiem może rywalizować o lepsze. Świeżo w pamięci pozostałe wrażenia z pobytu Miłaszewskiego dają  łatwą sposobność porównania wartości dwóch tych towarzystw.

Do nowych dzieł odgranych z całą dokładnościa należą: Rita, Mauprat i Małżeństwo przy latarniach (operetka Offenbacha), zwłaszcza ta ostatnia przyniosła zaszczyt artystom, chlubę dyrekcyi i uznanie publiczności.

Orkiestrę pod dyrekcyą Rybackiego stanowi muzyka pułkowa, konsystującego w Lublinie wojska, przy pomocy kilku    członków prywatnych. Miasto nie posiada innej oriestry, chociaż ta znalazłaby piękne utrzymanie a i teatr, zwłaszcza przedstawienia operetek, wiele by na dobrej orkiestrze zyskały.

Aż dotąd odgrzebawszy z pomroki dzieje Teatru Lubelskiego, dziś, dzięki Kurjerowi Lubelskiemu, mamy nadzieję, że wierniejszy dalszy opis z najdrobniejszemi szczegółami w  szpaltach tego pisma się odbije i utworzy bogaty materjał dla późniejszej kroniki.

Lublin dnia 2 Marca 1866 r.

Stanisław Kr.

Wyszukaj

Wpisz poniżej wyszukiwaną frazę, po czym wciśnij przycisk "Szukaj".

Cookies

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony oznacza, że cookies będą zamieszczane w Państwa urządzeniu; więcej informacji znajdą Państwo w polityce prywatności.

Należy zaakceptować cookies, aby przeglądać zawartość strony. Decyzję można w każdym momencie zmienić w ustawieniach przeglądarki.